atak dzika na polowaniu

Policjanci Komendy Miejskiej Policji w Zabrzu zastrzelili agresywnego dzika, który chwilę wcześniej został potrącony przez samochód. Zwierzę będąc w szoku rzuciło się na przechodnia, raniąc go w nogę. Kiedy na miejsce przybyli mundurowi zwierzę zaatakowało również ich. We wtorek krótko przed 7:00 oficer dyżurny zabrzański Policji otrzymał zgłoszenie dotyczące potrącenia Sezon polowań w Chorwacji. sezon polowań na dzika – CAŁY ROK. sezon polowań na jelenie – od 16 sierpnia do 14 stycznia. sezon polowania na Niedźwiedzia – od 20 września do 15 grudnia; od 02 marca do 15 maja. sezon polowań na muflony – cały rok. sezon polowań na kozice bałkańskie – od 01 września do 31 grudnia. sezon W związku z coraz częstszymi atakami dzikich zwierząt w Gdańsku, mieszkańcy i radni apelują o przedłużenie godzin pracy straży miejskiej. Afrykański pomór świń (African swine fever - ASF) to groźna, zakaźna i zaraźliwa choroba wirusowa świń domowych, świniodzików oraz dzików. W przypadku wystąpienia ASF w stadzie dochodzi do dużych spadków w produkcji: zakażenie przebiega powoli i obejmuje znaczny odsetek zwierząt w stadzie, przy czym śmiertelność zwierząt Rozszarpały psa jednej z gdańszczanek. (Fot. Anna Rezulak / KFP) Dziki atakują ludzi i psy w Gdańsku – skarżą się mieszkańcy Ujeściska i Zakoniczyna. Jak mówią, zwierzęta są coraz śmielsze i podchodzą pod klatki schodowe, na parkingi czy place zabaw. Miasto zapewnia, że problem zna i z nim walczy. nonton drakor the uncanny counter season 2. Portal Nasze Lasy opublikował na swoim Facebooku ostrzeżenie przed „bezsensowną masakrą dzikich zwierząt w lasach". Chodzi o serię masowych polowań na dziki, które mają ruszyć 12 stycznia. Minister środowiska, w celu walki z ASF, wskazuje na pilną potrzebę organizacji wielkoobszarowych polowań zbiorowych na dziki jak i potrzebę synchronizacji działań kół łowieckich dzierżawiących sąsiadujące ze sobą obwody - napisano w komunikacie Polskiego Związku Łowieckiego, Zarządu Okręgowego w Olsztynie. Przypomnijmy, że afrykański pomór świń (ASF) to wirusowa, posocznicowa choroba świń o przebiegu ostrym lub przewlekłym, którą cechuje bardzo wysoka objawów ASF jest krótka, ale doświadczony hodowca trzody chlewnej bez problemu go rozpozna. Należą do nich:nagłe padnięcia zwierząt przy braku innych objawów, wzrost temperatury ciała (40,5-42 st. C wewnątrz ciała), sinica skóry uszu, brzucha, boków, drobne wybroczyny, duszność, piana z nosa, biegunka, wymioty, podniecenie, drgawki, przypadki poronienia, utrata apetytu. ASF nie jest niebezpieczny dla ludzi, nie mogą zarazić się wirusem ASF. A inne zwierzęta? Na zarażenie wirusem ASF zagrożone są tylko świnie, dziki i Afrykański pomór świń znów atakuje chlewnie - małe i dużeInspekcja Weterynaryjna nie da już rady zwalczać afrykańskiego pomoru świńASF - wirus grozi Polsce. Mur na granicy z Ukrainą i Białorusią powstanie? Gdzie jest ASF?Portal Nasze Lasy pisze, że w całej Polsce zarządzono skoordynowane, zmasowane i wielkoobszarowe polowania. - Pretekstem walka z ASF! Po spotkaniu 28 grudnia w Ministerstwie Środowiska trwa ożywiona wymiana "pilnych" pism między Ministerstwem, PZŁ i Głównym Lekarzem Weterynarii. Koła łowieckie otrzymują wiadomość SMS o treści: "Minister Środowiska w celu walki z ASF wskazuje na pilną potrzebę organizacji wielkoobszarowych polowań zbiorowych na dziki jak i potrzebę synchronizacji działań kół łowieckich dzierżawiących sąsiadujące ze sobą obwody na terenie całej Polski. Zobowiązuję Zarządy Kół Łowieckich (wszystkie) do zorganizowania polowań zbiorowych na dziki w dniach 12-13,19-20, W dniu 2 stycznia 2019 nakazuję powiadomić Urzędy Gmin i Nadleśnictwa o planowanych polowaniach. Szczegóły tego tematu zostaną przekazane w pierwszych dniach stycznia". Pierwsze polowania mogą odbyć się bezprawnie, bo nie zostanie dotrzymany dwutygodniowy termin powiadomienia z wyprzedzeniem o dla portalu prof. dr. hab. Andrzej Elżanowski, zoolog i bioetyk z Uniwersytetu Warszawskiego, przewodniczący Sekcji Dobrostanu Zwierząt Polskiego Towarzystwa Etycznego, mówił tak:Czy to dostateczne powody, żeby organizować masowy odstrzał dzików? Jak sądzicie? POLECAMY PAŃSTWA UWADZE:Dlaczego miasta zabraniają pokazów fajerwerków w Sylwestra?Sylwester: noc zabawy i tragedii Przedstawię Wam kilka informacji na temat tego jak upolować dzika. Najbardziej lubię je pozyskiwać na polowaniach zbiorowych, które odbywają się przeważnie w soboty i niedziele. Wszyscy myśliwi z koła są poinformowani o takim polowaniu. Moim zdaniem, polowanie jest tak atrakcyjne nie tylko ze względu na samą zwierzynę, ale również fakt, iż używa się do nich psów. One wypłaszają zwierzynę, a jeśli są dobre ułożone potrafią nawet dany gatunek zwierzyny inaczej głosić. Najczęściej używanymi psami do polowań na dziki są łajki syberyjskie i foksteriery – te ostatnie to bardzo zwinne psy, które potrafi dobiec, ukąsić dzika, z powrotem odbiec i z daleka go oszczekiwać. Te psy mają to w naturze. Sam mam foksteriera, którego ułożyłem pod dziki i sprawdza się doskonale, tzn. jeśli znajdzie dziki, głosi je i prowadzi w stronę myśliwych. Wrócę jednak do samego przygotowania do polowania. Jeśli są to wspomniane już przeze mnie wcześniej polowania zbiorowe, startujemy zazwyczaj od godz. rano, a jeśli udajemy się na polowania indywidualne – czas jest tak naprawdę nieograniczony. Moim zdaniem najlepiej jechać w dzień, otropić, sprawdzić, gdzie przebywają dziki. Jeśli jest śnieg, to mamy ułatwione zadanie, po zwierzynę znajdziemy po tropach, jeśli natomiast nie ma śniegu - szukamy przejść dzika na drogach miękkich, na piasku. Po otropieniu staramy się usiąść na ambonę najbliższą w danym obszarze. Pamiętajmy, aby przed polowaniem podać nazwę i numer ambony, żeby nie dublować się z innymi myśliwymi. Obowiązkowo przed polowaniem wpisujemy również datę, godzinę i numer pozwolenia odstrzału. Potem pozostaje nam tylko czekać, aż wyjdzie zwierzyna. Czasami jest to 15 min, czasami cała noc. Ja przeważnie ustawiam się na tę zwierzynę, którą sobie wcześniej wyszukałem. Musimy zwracać uwagę na to, jak zachowuje się zwierzyna, czy jest zdrowa, jak często wychodzi. W tym punkcie warto wiedzieć, że istnieje zwierzyna selekcyjna – to są albo wiekowe osobniki, które nie będą uczestniczyły w rozpłodzie, albo młode, które nie rokują szans, że będą rozpłodowe. Jak to sprawdzić? Myśliwy, który ma pozwolenie selekcjonera (dostaje je po kursie specjalnym, po trzech latach bycia myśliwym można sobie zrobić taki kurs, który upoważnia do strzelania zwierzyny płowej), ma większe możliwości. Nowo wstępujący myśliwy może co najwyżej pozyskać zwierzynę czarną, czyli dzika. Jak wygląda ciąg dalszy polowania? Jeśli dzik wychodzi z ukrycia i jest to pojedynczy, duży osobnik, nasze możliwości zależą tak naprawdę od terminu polowania. Zazwyczaj w takiej sytuacji robię tak, że do pojedynczego dzika nie strzelam, bo to najprawdopodobniej locha, która ma młode. Jeśli wychodzi wataha, czyli kilka dzików, wtedy staram się strzelić w najmniejszego ze względu na fakt, iż najczęściej mam w odstrzale wpisanego przelatka, czyli dzika, który ma 2 lata i waży do 70 bierze się go na cel, warunek jest jeden - musi być dobrze ustawiony, czasami potrzeba pół godziny żeby go ustawić. Najbardziej celnym strzałem jest strzał w komorę (czyli w serce) – zwierzyna się nie męczy, albo za ucho – tam znajduje się najgrubsza tętnica, automatycznie kula trafia też w kręgosłup, a to powoduje, że dzik pada. Jeśli trafimy w miękkie i zwierzyna ucieka, rozpoczyna się żmudny etap - wtedy trzeba jechać po psy i go tropić. UWAGA! Nie wolno samemu tropić postrzelonego dzika, ponieważ często atakuje on człowieka. Dla przestrogi dodam, że w tym roku leżałem w szpitalu z panem, któremu taki dzik rozszarpał cały bok, nogę i rękę. Najprawdopodobniej nie będzie miał w ogóle sprawnej prawej jedna uwaga odnośnie broni. Dzika pozyskujemy z broni gwintowanej albo gładko lufowej, odchodzi się dziś od strzelania z breneki, ponieważ jest to nabój, który potrafi odbić się od drzewa. Znam wiele historii myśliwych, którzy zginęli w ten sposób. Broń gwintowana pozwala po pierwsze dalej strzelić, a po drugie można do niej używać przynęty optyczne, typu lunety. Jeśli już uda nam się ustrzelić zwierzynę obowiązkowo wpisujemy, że pozyskaliśmy taką zwierzynę i ilość sztuk do książki oraz we własny odstrzał - jest to potrzebne w razie kontroli, jeśli odstrzał nie jest wpisany, jestem traktowany jak kłusownik. Zgłaszamy również do łowczego koła, który przeprowadza ważenie już po wypatroszeniu. Potem zwierzyna jest albo odwożona na skup, albo na użytek własny, wówczas wpłacamy do koła określoną sumę pieniędzy. Warto wiedzieć, że pozyskaniu zwierzyny towarzyszą ceremoniały. Po pozyskaniu zwierzynie wkłada się tzw. ostatni kęs, czyli łamie się kawałek gałązki i wkłada się ją w pysk. Ten gest oznacza szacunek dla zwierzyny. Z kolei myśliwemu przyozdabia się kapelusz np. jałowcową gałązką. Jeśli ktoś bierze udział w polowaniu zbiorowym i pozyska zwierzynę pierwszy raz, to zostaje pomazany, czyli na czole maluje mu się krzyż z farby z zapominamy o bezpieczeństwie na polowaniu – jeśli jest to polowanie zbiorowe, po każdym pędzeniu broń powinno się złamać albo otworzyć zamek. Amunicja nie może pozostać po polowaniu w lufach. Pamiętajmy, że dobre polowanie, to bezpieczne polowanie. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu: Jak upolować, pozyskać dzika?. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty, zgłoś go za pomocą linku "zgłoś". Dodany dnia2 miesięcy temu Ulubione0 Zwierzyna gruba to określenie powstałe jeszcze w średniowieczu. Oznaczało ono grupę gatunków zwierząt, na które wyłącznie mogli polować władcy (królowie, książęta) i ich rodziny. Ewentualnie magnaci i wysokiej rangi duchowieństwo (biskupi) w swoich włościach. Regale królewskie wykluczało możliwość polowanie na zwierzynę grubą ludziom nisko urodzonym, czyli venatio magna lub venatio animalium superiorum. Zwierzyna gruba Do grubej zwierzyny wśród ssaków, jeszcze początkiem XX wieku zaliczano: żubry, łosie, jelenie, daniele sarny, kozice niedźwiedzie, wilki, dziki, rysie, świstaki i bobry. Natomiast osobną grupę stanowiły tak zwane gatunki ptaków, czyli tak zwana zwierzyna gruba-lotna. Do tejże grupy należały: głuszce, dropie, żurawie, łabędzie oraz orły przednie. Dawne czasy i polowanie na zwierzynę grubą. Na przykład jeden z książąt mazowieckich, Ziemowit, już w 1359 roku wydał dekret zabraniający wszystkim jego poddanym polować na tury w swoich włościach. Oczywiście było to polowanie na zwierzynę grubą i tury w tym czasie jeszcze występowały na terenie Królestwa Polskiego. Również polowania na bobry już od wczesnych wieków średnich były reglamentowane a za skłusowanie groziła kara śmierci. W wiekach późniejszych zaczęły powstawać tak zwane zwierzyńce, w których hodowane różne gatunki zwierzyny grubej. Takie zwierzyńce mieli praktycznie wszyscy możnowładcy. Nawet już w XVI wieku sprowadzano do zwierzyńców zwierzynę z odległych miejsc Królestwa Polskiego. Polowania w Puszczy Niepołomickiej. Przykładem może być słynne polowanie na zwierzynę grubą w Puszczy Niepołomickiej za czasów Zygmunta Starego. Kiedy to przywieziony z Litwy w klatce niedźwiedź wyrwał się z obławy i zaatakował konia, na którym siedziała sama Królowa Bona, czyli żona naszego władcy. Ponieważ była w tym czasie w ciąży, w wyniku tego nieszczęśliwego zdarzenia poroniła. Późniejsze wieki jeszcze bardziej obfitowały w polowania na zwierzynę grubą w tak zwanych zwierzyńcach. Były one zlokalizowane w bliskiej odległości od głównych magnackich siedzib, a czasem wręcz do nich przylegały. Zwłaszcza tego typu łowy rozkwitały w czasach panowania królów saskich, kiedy to populacja zwierzyny grubej dość mocno ucierpiała. Polowanie na łosie Przechodząc do czasów współczesnych gatunki łowne zakwalifikowane do grupy zwierzyny grubej to: łoś (z całorocznym okresem ochronnym), jeleń szlachetny, daniel, jeleń sika, muflon, dzik i sarna. Niestety żaden z gatunków ptaków, które jeszcze początkiem XX wieku były dość liczne i kwalifikowały się do grupy zwierzyny grubej-lotnej, nie znajdują się na liście zwierzyny grubej. Zwierzynę grubą występującą w Polsce możemy podzielić jeszcze na dwie kategorie. Zwierzyna płowa i zwierzyna czarna. Do zwierzyny płowej zaliczymy wszystkie jeleniowate, czyli łosia, jelenia szlachetnego, daniela, jelenia sikę oraz sarnę europejską. Natomiast do zwierzyny czarnej zaliczamy dzika i muflona. Zwierzynę płową, czyli jeleniowate możemy podzielić jeszcze na dwie kategorie. Jelenie Starego Świata (podrodzina Cervinae) i jelenie z Nowego Świata (podrodzina Capreolinae). Nazwy te, choć sugerują, że maja coś wspólnego z rozmieszczeniem geograficznym gatunków tak naprawdę nie mają z tym nic wspólnego. Chodzi tu przede wszystkim o pewien okres w ewolucji jeleniowatych. W tym czasie kiedy część wyewoluowała w pewnych aspektach swojej budowy morfologicznej. Do jeleni Starego Świata zaliczymy jelenia szlachetnego, jelenia sikę oraz daniela. Do jeleni Nowego Świata natomiast zaliczymy łosia i sarnę. Jeśli chodzi o polowanie na zwierzynę grubą na powyższe gatunki to mamy całą gamę metod do tego służących. Metody te możemy podzielić na polowania indywidualne i polowania zbiorowe. Zaczniemy od polowań indywidualnych, ponieważ metod jest w tej grupie więcej. Polowanie na zwierzynę grubą z podchodu. Ten rodzaj polowania dotyczy praktycznie wszystkich gatunków zwierzyny grubej. Polega on na zlokalizowaniu osobnika lub osobników danego gatunku w sposób wzrokowy lub słuchowy. Następnie skracamy odległości, podchodząc jak najbliżej w celu identyfikacji i oceny wieku. Ważne jest dokonania prawidłowego odstrzału, z odpowiedniej odległości gwarantującej skuteczność. W szczególności metodę taką zastosujemy podczas polowania na wszelką zwierzynę płową a w szczególności na kozły sarny, jelenie byki czy daniele byki. Metoda ta również jest podstawową metodą podczas polowań na muflony. Wielu myśliwych ceni sobie w księżycowe noce podchód dzików na polach uprawnych. Pamietajmy że szansę polowania zwiększy nam odpowiednie ubranie z kamuflażem. Polowanie na zwierzynę grubą na wab. Polowanie na zwierzynę grubą tą metodą wymaga od myśliwego umiejętności wabienia, czyli naśladowania różnych głosów zwierząt, ale również odgłosów walki. Do tych umiejętności natomiast potrzebny jest dobry słuch muzyczny. Tą metodę możemy stosować do polowań na wszystkie samce zwierzyny płowej podczas ich okresów godowych. Zaczynając od byków łosi skończywszy na kozłach sarny. Wabimy również dziki. Te ostatnie wabimy zarówno na uprawach typu kukurydza, owiec czy pszenica jak i w czasie huczki. Pięknie możemy wabić jelenie podczas rykowiska. Metoda wabienia wymaga od myśliwego dobrej znajomości głosów zwierząt jak i ich znaczenia podczas okresów godowych poszczególnych gatunków. Jest to metoda, która pozwala nam na polowanie na konkretny gatunek w danym czasie. Polowanie z zasiadki. Ten rodzaj polowanie na zwierzynę grubą to typowa metoda stateczna. Polega ona na zajęciu stanowiska naziemnego lub na różnego rodzajach zwyżkach i ambonach, które znajdują się w pobliżu stałych miejsc migracji lub żerowania zwierząt. Tą metodą polujemy na większość gatunków zwierzyny płowej oraz dziki i muflony. Wybranie metody polowania zależy od rodzaju łowiska i preferencji myśliwego. Mój znajomy łowczy z Ostródy polował tylko z podchodu pokonując minimum 10 kilometrów podczas wyjścia w łowisko. Polowanie na zwierzynę grubą wykonywał tylko w ten sposób. Polowanie z zasiadki też ma swoje niezaprzeczalne uroki. Możemy zobaczyć przechodzące w okolicy zwierzęta występujące w łowisku. Polowanie na zwierzynę grubą po tropie. Metodę możemy wykorzystać jedynie w czasie, kiedy w zimie mamy pokrywę śnieżną, czyli tak zwaną „białą stopę”. Przeważnie po tak zwanej „ponowie”, czyli opadzie świeżego śniegu, poruszamy się po świeżych tropach zwierząt, podążając za nimi w celu dojścia na odległość skutecznego strzału. Tą metodą możemy przeprowadzić polowanie na zwierzynę grubą zarówno na wszelką zwierzynę płową jak i muflony oraz dziki. Ze względów pogodowych tego rodzaju polowania zdążają się coraz rzadziej. Polowanie z podjazdu. Teraz to zanikająca metoda polowań, lecz w przeszłości bardzo popularna zwłaszcza wśród miłośników jazdy konnej. Polega ona na wykorzystaniu pojazdu konnego zwanego „linijką”. Pojazd taki o bardzo mało skomplikowanej budowie, posiadający dwie osie z długą deska zamontowaną między nimi służy do przemieszczania się jednego myśliwego, który często sam kierując zaprzęgiem z odpowiednio przygotowanym koniem będąc już blisko upatrzonego zwierza mógł po prostu bezszelestnie zejść z wozu. Koń natomiast ciągnąc taki wóz odwracał uwagę zwierzyny a myśliwy w tym czasie mógł dokonać oględzin danego osobnika i dokonać odstrzału. Najczęściej jednak pojazd taki wymagał obecności woźnicy na wypadek spłoszenia się konia po strzale. Najczęściej tą metodą polowano na sarny kozły w maju. Teraz taką metodę można stosować przy użyciu samochodu pod warunkiem, że strzał nie jest oddany z wnętrza samochodu. Polowania zbiorowe na zwierzynę grubą. Polowanie zbiorowe na zwierzynę grubą możemy również podzielić na kilka metod. Zbiorówki w naszym kraju to tradycja i możliwość do spotkania z kolegami po strzelbie. Jesień i zima to piękny czas kiedy razem z kolegami z koła łowieckiego możemy się spotkać na linii i oczekiwać naganianej zwierzyny. Pamiętając o bezpieczeństwie polowania wybierzmy odpowiednie ubranie na polowanie zbiorowe. Ważne aby miało jaskrawy kolor, który będzie z daleka widoczny dla innych myśliwych. Nasz sklep myśliwski oferuje szeroką gamę takich produktów. Klasyczne polowanie z naganką i psami. Można je przede wszystkim stosować do polowań na dziki. Ponieważ zalegające w swoich dziennych ostojach dziki są trudne do ruszenia przy pomocy samej naganki. Dobrze wyszkolone psy jak różnych ras teriery, łajki czy gończe lepiej sobie radzą ze znalezieniem zalegającej w młodnikach watahy dzików niż naganiacze. Ponadto dziki często czekają do nadejścia naganki w pobliże legowiska i przebijają się przez linię naganiaczy do tyłu pędzenia. Taki rodzaj polowania raczej nie jest wskazany do polowań na zwierzynę płową. Pędzona przez psy często porusza się z dużą szybkością i zarówno jest trudna do rozpoznania i odpowiedniej oceny przed strzałem jak również łatwo wtedy o nieprecyzyjne strzały. Przy polowaniu w ten sposób na jelenie byki dochodzi często do mylnych ocen w wyniku czego często padają nie te osobniki, które powinny. Ciche pędzenia i polowanie na zwierzynę grubą To metoda również polegająca na zastosowaniu naganki, lecz naganka nie wykorzystuje psów a sama porusza się spokojnie, delikatnie tylko stukając po drzewach i od czasu do czasu porozumiewa się głosem w celu równego jej prowadzenia. Metodę tą stosujemy przede wszystkim do polowań na zwierzynę płową w szczególności jelenie szlachetne i daniele. Zwierzyna posuwa się wtedy wolno, nasłuchując po cichu zbliżającej się naganki i na linię myśliwych przychodzi powoli. Często również przystaje. Pozwala to na lepsze rozpoznanie celu i lepszą ocenę przed strzałem. Metoda szwedzka. Jest zarówno metoda wykorzystującą klasyczną nagankę z psami jak i ciche pędzenia. Dochodzi do tego jeden element zwiększający bezpieczeństwo strzału oraz jego dystans. Są to odpowiedniej wysokości zwyżki, które ułatwiają oddanie strzału na większą odległość niż w przypadku naziemnego stanowiska. Polepszają również widoczność oraz zmniejszają możliwość zwietrzenia myśliwego przez zwierzynę. Tą metodę stosujemy do polowań na wszystkie gatunki zwierzyny grubej. Polowanie metoda szwedzką staje się coraz bardziej popularne mimo, że wymaga od koła przygotowania odpowiedniej liczby zwyżek dla wszystkich myśliwych. Do tego musimy być przygotowanie na parę pędzeń z rożnych kierunków. Rytuały łowieckie Na koniec trzeba powiedzieć o odpowiednich rytuałach związanych z polowanie na zwierzynę grubą. Po polowaniu bardzo ważnym elementem jest ułożenie uroczystego pokotu, czyli ułożenia ubitej zwierzyny po polowaniu w odpowiedniej hierarchii. Najpierw łosie, następnie jelenie szlachetne, sika, daniele, dziki, muflony oraz sarny. Po polowaniu ustalamy również „króla polowania” według odpowiednich zasad podobnych do tych, według których układa się pokot. Czyli kto strzeli najwyżej na pokocie znajdującego się zwierza zostaje królem polowania. Według starych tradycji młody myśliwy, zwany „frycem”, kiedy pozyska pierwszą sztukę grubej zwierzyny przestaje nim być i po chrzcie myśliwskim wstępuje do grona „nemrodów”. Poprzedni artykuł Następny artykuł Tragiczny wypadek na polowaniu. Postrzelony dzik zaatakował tropiących go mężczyzn. Zabił 29-letniego pomocnika wypadek na polowaniu. Dzik zabił pomocnika myśliwego. Myśliwy i jego trzech pomocników poszli w piątek wieczorem zapolować na grubego zwierza w okolicach Magierowej Woli w gminie WarkaW pewnym momencie myśliwy zauważył dzika i strzelił do niego. Nie udało mu się zabić zwierzęcia, postrzelił je. Krwawiący dzik uciekł w las. Myśliwy i pomocnicy ruszyli za nim po kilku minutach poszukiwań, rozjuszony dzik wyskoczył nagle z zarośli i zaatakował ludzi. Jednego z pomocników tak nieszczęśliwie ugodził szablami, że przebił mu tętnicę udową i wyrzucił w chwili zwierzę uciekło. Koledzy rannego rzucili mu się na pomoc, próbowali zatamować krew, nieśli do samochodu, żeby zawieźć do szpitala. Zanim dotarli do auta, mężczyzna wykrwawił się na 29 lat, był mieszkańcem Warki. Nie wiemy jeszcze, ile dzików zabito podczas styczniowych polowań wielkoobszarowych. Akcja wywołała duży opór społeczny. Polacy protestowali na ulicach, część ruszyła do lasów blokować oraz monitorować polowania, co wykazało liczne nieprawidłowości. A Piotr Jenoch pożegnał się ze stanowiskiem szefa Polskiego Związku Łowieckiego Weekend 26-27 stycznia 2019 zakończył polowania wielkoobszarowe na dziki w Polsce. Myśliwi polowali synchronicznie w sąsiadujących ze sobą obwodach łowieckich, by w ten sposób zwiększyć szanse na zabicie jak największej liczby zwierząt. Polowania wielkoobszarowe trwały przez trzy styczniowe weekendy, od 12-13 stycznia poczynając. Według informacji Głównego Lekarza Weterynarii, zorganizowano je w ośmiu województwach: pomorskim, warmińsko-mazurskim, podlaskim, mazowieckim, lubelskim, łódzkim, świętokrzyskim i podkarpackim. Na razie nie wiadomo, czy taki masowy odstrzał dzików być też w lutym. Nie wiadomo, ile ostatecznie dzików zabito w styczniu. Rzeczniczka PZŁ przekazała że dane będę znane za kilka dni. Jak dotąd, jedyną informację dotyczącą liczby zabitych zwierząt podało Radio ZET: 721 dzików w 437 polowaniach po pierwszym weekendzie. PZŁ ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył. Polowano też tam, gdzie polować się nie powinno Polowania na bieżąco monitorowała koalicji Niech Żyją! „Ustaliliśmy, że wbrew zaleceniu Głównego Lekarza Weterynarii i Europejskiej Agencji ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) w newralgicznej strefie »cichych polowań«, w której wykonywane powinny być wyłącznie polowania indywidualne, odbyło się minimum kilkadziesiąt polowań zbiorowych” – mówi Tomasz Zdrojewski z koalicji Niech Żyją! Dodaje, że działo się to na terenie przynajmniej czterech województw: w warmińsko-mazurskim, podlaskim, mazowieckim i lubelskim. Strefa „cichych polowań” to biegnący przez wschodnią Polskę pas, którego oś stanowi granica pomiędzy obszarem objętym ograniczeniami lub obszarem zagrożenia (w związku z ASF) a obszarem ochronnym. Założenie jest bowiem takie, by polowaniami zbiorowymi nie spowodować migracji potencjalnie zarażonych dzików na obszary, gdzie wirusa jeszcze nie ma. Na zielono zaznaczono strefę polowań cichych, gdzie – zgodnie z rekomendacjami Głównego Lekarza Weterynarii i EFSA – nie powinno się wykonywać polowań zbiorowych. Źródło: Niech Żyją! Interaktywna mapa tu. Zdrojewski zaznacza, że w samym tylko woj. mazowieckim społeczny monitoring wykazał prawie 20 polowań zbiorowych. Spodziewa się, że w tym województwie mogło ich być kilkakrotnie więcej. „Szacujemy, że we wszystkich ośmiu województwach mogły się odbyć setki takich polowań – strefa „cichych polowań” przebiega bowiem przez aż 1142 obwody łowieckie” – mówi aktywista. Dodaje, że wywiady telefoniczne w poszczególnych kołach łowieckich potwierdziły, że w zrealizowano około 30 proc. zapowiadanych polowań. dowiedziało się, że niektóre wojewódzkie inspektoraty weterynarii (WIW) przekazały kołom łowieckim rekomendację Głównego Lekarza Weterynarii dotyczącą odstąpienia od polowań zbiorowych w pasie „polowań cichych” dopiero po pierwszym weekendzie odstrzałów wielkoobszarowych. Na przykład, podkarpacki Wojewódzki Lekarz Weterynarii poinformował o tym łowczych okręgowych 14 stycznia. A WIW w Białymstoku w ogóle nie informował kół łowieckich. „Bioasekuracja to mit” Jeśli przyczyną, dla której zarządzono akcję masowego zabijania dzików, jest walka z afrykańskim pomorem świń (ASF), to zgromadzona przez aktywistów dokumentacja foto-wideo podważa wiarę w jej sens. Co prawda, część materiałów pochodzi ze „zwykłych”, a nie wielkoobszarowych polowań zbiorowych. Ale i one pokazują, że bioasekuracja (zapobieganie przeniesieniu wirusa od zarażonych zwierząt) w warunkach polowania jest w zasadzie niemożliwością. „Wspaniałe okoliczności przyrody, zupełna cisza i spokój. Nagle z oddali słychać strzały, podążamy za nimi. Pierwszy trop to krople krwi na śniegu. Idziemy dalej. Krwi jest coraz więcej, widzimy fragmenty wnętrzności, ślady kół samochodu i rozjechaną krew na śniegu” – relacjonowała dla Agnieszka z Górnośląskiego Ruchu Antyłowieckiego, którego aktywiści w pierwszy weekend obserwowali polowanie nieopodal Kozłowa (woj. śląskie). Fot. Górnośląski Ruch Antyłowiecki Zdjęcia pokazują leżące na śniegu wnętrzności. Aktywiści przekazali nam również materiał, na którym myśliwi podczas polowania nieopodal Kośmidrów (woj. śląskie) patroszą dzika w terenie. Wnętrzności wypadają prosto na śnieg, z martwego ciała zwierzęcia wycieka krew. Fot. Górnośląski Ruch Antyłowiecki Takich sytuacji było więcej w całej Polsce. Kolejna wydarzyła się w Nadleśnictwie Rudka, gdzie byli aktywiści Obozu dla Puszczy. „Byliśmy tuż obok, kiedy myśliwi zastrzelili ostatniego z czterech dzików. Kilka minut później poszli do wiaty na grochówkę, na miejscu zostały jednak ich psy gończe, martwe dziki i mnóstwo krwi w śniegu. Psy zaczęły szarpać i gryźć martwe dziki, ich pyski były całe we krwi” – opowiadała jedna z aktywistek. Ciągnik z przyczepą i ludźmi, który miał wywieźć martwe zwierzęta, przyjechał dopiero po trzydziestu minutach. Część osób nie miała nawet rękawiczek. „Bioasekuracja to mit. To, co tutaj widzieliśmy, bardzo jasno to pokazuje” – powiedział TVN Jakub Rok z Obozu dla Puszczy. „Krew była wszędzie: na oponach samochodów, na podeszwach butów, na pyskach psów, na śniegu, tej krwi było mnóstwo. Jeżeli komuś chodziło o przeciwdziałanie wirusowi ASF, to było to naprawdę nieskuteczne” – dodał aktywista. Właśnie przed takimi sytuacjami ostrzegali naukowcy z PAN w liście do premiera Mateusza Morawieckiego, w którym apelowali o odejście od zmasowanych odstrzałów jako metody walki z afrykańskim wirusem świń. Pisali wprost, że „zmasowane polowania na dziki walnie przyczyniają się do roznoszenia wirusa”. A to dlatego, że polowania zanieczyszczają krwią środowisko, co może prowadzić do kolejnych zarażeń. A na dodatek sami myśliwi mogą roznosić wirusa – poprzez kontakt z krwią i szczątkami dzików. Wskazali również na to, że przepłoszone odstrzałem zwierzęta przemieszczają się na inne obszary, gdzie – jeśli są chore – zarażają kolejne osobniki. Ale brak bioasekuracji to nie jedyne nieprawidłowość, którą odnotował społeczny monitoring polowań. Zdrojewski mówi nam, że poza „zwykłymi” polowaniami zbiorowymi i tymi wielkoobszarowymi, przez trzy weekendy prowadzono w Polsce również odstrzały sanitarne, także w formie polowań zbiorowych. „Daleko poza obszarami zagrożenia wirusem ASF, mimo że ustawa dopuszcza odstrzał sanitarny tylko w przypadku zagrożenia wystąpienia epidemii, a w tym celu wyznaczane są przecież odpowiednie strefy zagrożenia i strefy ochronne we wschodniej części kraju” – dodaje. Odbyły się też polowania, które nie były zgłaszane do gmin – a koła mają taki obowiązek – lub zostały zgłoszone zbyt późno. „Zaniedbanie ustawowego obowiązku informacyjnego narażało postronne osoby na utratę życia lub zdrowia, a właściciele nieruchomości nie mogli wnieść sprzeciwu, mimo przysługującego im prawa” – mówi Zdrojewski. Aktywista mówi nam też, że podczas polowań strzelano do loch, choć minister środowiska Henryk Kowalczyk wydał rekomendację, by myśliwi tego nie robili. Wyzwiska, grożenie śmiercią, szarpaniny, kopanie samochodów Podczas weekendowych polowań nie obyło się bez incydentów. Na polowaniu zbiorowym koło Supraśla w Puszczy Knyszyńkiej, na którym byli aktywiści Obozu dla Puszczy i Fundacja Dzika Polska – według ich relacji – jeden z myśliwych groził bronią. „Zorientowaliśmy się, że polowanie nie spełniało wymogów prawa łowieckiego – informacja o polowaniu nie została opublikowana na stronie urzędu gminy, niewłaściwie oznakowano miejsce polowania, przez co osoby korzystające z lasu nie zostały ostrzeżone o polowaniu zgodnie z przepisami. Chcieliśmy poinformować o tym myśliwych, wyjaśnić sytuację i sprawdzić, czy polowanie wykonywane jest zgodnie z wymogami bioasekuracji” – relacjonuje Adam Bohdan. „Jeden z myśliwych na mój widok zareagował bardzo agresywnie. Początkowo wycelował we mnie sztucer, a następnie wyzywał mnie bardzo wulgarnie zmuszając do opuszczenia miejsca polowania. Przepisy umożliwiają jednak korzystanie z lasu w równym stopniu zarówno myśliwym, jak i spacerowiczom. Dlatego zdecydowaliśmy się na dalszą obserwację polowania” – dodaje. Momentami gorąco było również podczas akcji zorganizowanej przez Warszawski Ruch Antyłowiecki. W ubiegły weekend byli w miejscu, gdzie polowania zaplanowało obchodzące 70-lecie koło łowieckie „Cyranka”, na które zaproszono również gości. „Św. Hubert miał jednak inne plany i zamiast dzików zesłał im aktywistów” – pisze na swoim profilu facebookowym Warszawski Ruch Antyłowiecki. Według tej relacji, myśliwi napuścili na aktywistów przedstawicieli lokalnej społeczności. „Było blokowanie samochodów na drodze publicznej, wyzwiska, grożenie śmiercią, szarpaniny, kopanie samochodów, kradzież telefonu i zniszczenie mienia. Wiele spraw z niedzielnego przedpołudnia będzie miało swój finał w sądzie” – czytamy na profilu. Szef PZŁ do wymiany Fala wydarzeń związana z polowaniami wielkoobszarowymi zmiotła ze stanowiska Łowczego Krajowego Piotra Jenocha, który pełnił funkcję dość krótko, bo zaledwie parę miesięcy — od 17 kwietnia 2018 r. Rankiem 23 stycznia 2018 r. podał się do dymisji, ale — tak sugeruje oficjalny komunikat PZŁ – nie było to dobrowolne, ale wymuszone przez szefa resortu środowiska. „Podczas […] spotkania z Ministrem Środowiska Henrykiem Kowalczykiem, Łowczy Krajowy Piotr Jenoch został poproszony o złożenie rezygnacji, co w przypadku jej braku miało skutkować odwołaniem Łowczego przez ministra” – czytamy na stronie Związku. Według wersji wydarzeń PZŁ prezes Naczelnej Rady Łowieckiej Rafał Malec miał poinformować wcześnie ministra Kowalczyka o niemożliwości współpracy Zarządem Głównym PZŁ, co miało być bezpośrednią przyczyną odwołania. Ponadto szef resortu miał „bezprecedensowo naciskać” na Jenocha w związku z ASF, ale na czym te naciski miały polegać — tego już z komunikatu się nie dowiemy. Na stanowisku Jenoch pozostanie do 15 lutego, by dokończyć przygotowania do do zaplanowanego na 16 lutego Krajowego Zjazdu Delegatów, podczas którego ma zostać uchwalony nowy statut PZŁ. Dymisji Jenocha ma również sprzeciwiać się większość łowczych okręgowych (37 z 49). „Nie zgadzamy się na poświęcenie naszego Przedstawiciela do rozgrywek w walce medialnej dotyczącej zwalczania wirusa ASF” – napisali w liście do ministra środowiska, premiera Mateusza Morawieckiego i… prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. „Sytuacja jest napięta” „Łowczy Krajowy zawsze stał na straży obecnego modelu łowiectwa, nastawionego na aspekt przyrodniczy, a nie komercyjny. Należy bacznie przyglądać się kolejnym działaniom osób mających wpływ na kształt polskiej gospodarki łowieckiej. Najgorszym bowiem krokiem dla polskiej przyrody i polskiego łowiectwa byłaby eksploatacja zasobów przyrodniczych w celach komercyjnych” – napisali łowczy. To wyraz obawy, że polskie myślistwo może pójść w stronę modelu opartego o zasadę wiążącą prawo do polowania z prawem własności ziemi. Przed takim rozwiązaniem ostrzegał sympatyzujący z Zarządem Głównym PZŁ myśliwy, który rozmawiał z „Związanie prawa do polowania z prawem do ziemi zakłada, że zwierzęta łowne są własnością tego, na czyim terenie żyją” – ostrzegał. Jak to ma działać? Przykładowo, jeśli jakiś rolnik ma duże gospodarstwo rolne, a na nim np. jelenie, które robią mu szkody w uprawach, to może je po prostu zabić. Albo sprzedać komuś prawo do odstrzału – na przykład jednemu z wielu związków łowieckich, które mogłyby po rozwiązaniu PZŁ powstać. To — przekonywał nas myśliwy — byłoby bardzo szkodliwe dla polskiej przyrody, ponieważ nie dba się tu o liczebność zwierząt w kraju. Z kolei inny dobrze poinformowany myśliwy powiedział nam, że groźba prywatyzacji łowiectwa w Polsce to celowo rozpuszczana przez Jenocha plotka, która ma kreować go na gwaranta stabilności aktualnego modelu myślistwa. A w rzeczywistości obecny Łowczy Krajowy nie ma poparcia szeregowych myśliwych, mają do niego żal o to, że nie sprzeciwił się masowemu odstrzałowi dzików związanemu z ASF, czego miała od niego oczekiwać większość z nich. Jasne więc wydaje się być tylko jedno – że PZŁ jest wstrząsane wewnętrznym konfliktem, a afera wokół polowań wielkoobszarowych na dziki tylko go podsyciła. „Sytuacja w związku jest napięta. Toczą się rozgrywki różnych frakcji” – powiedział TVN jeden z szefów okręgów PZŁ. Robert Jurszo Dziennikarz i publicysta. W pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

atak dzika na polowaniu